Pozytywne uczucia w relacji terapeutycznej: Jak pomóc pacjentom doświadczać wszystkich uczuć związanych z więzią – na podstawie teorii i praktyki Intensywnej Krótkoterminowej Psychoterapii Dynamicznej (ISTDP)
Z czym zwykle kojarzy się nam proces terapeutyczny? Z bólem, cierpieniem, smutkiem, łzami, złością czy wręcz wściekłością, poczuciem winy itp. W literaturze zawodowej aspekty te są szeroko omawiane. Również w psychoterapii ISTDP dążymy do tego, aby pomóc pacjentowi skonfrontować się z wypartym zranieniem, bólem emocjonalnym, złością/wściekłością wobec krzywdziciela wraz z impulsem, poczuciem winy, smutkiem i żalem. To w konsekwencji prowadzić ma do świadomego, pełnego przeżycia zranionej miłości wobec tegoż krzywdziciela, który zazwyczaj jest ważną osobą w życiu pacjenta. Czy w tym wszystkim jest jednak miejsce na pozytywne uczucia? Pełnia przeżytych uczuć pozwala na uwalnianie się od dręczących konfliktów wewnętrznych i od objawów, z którymi zgłasza się pacjent. Uzdalnia do dawania i przyjmowania szeroko pojętej miłości poprzez emocjonalną akceptację głębokiego pragnienia bliskości emocjonalnej z drugim człowiekiem, która jest niejako trzonem naszego człowieczeństwa. Możliwe jest to poprzez przyjęcie całej palety uczuć, w które zostaliśmy wyposażeni aby wchodzić w relacje w poczuciu bezpieczeństwa i zaufania do siebie i do innych.
Doświadczanie takiego odblokowania nieświadomych treści jest niesamowitym przeżyciem dla obu stron – dla pacjenta jak i dla terapeuty, który ma przywilej być aktywnym świadkiem tego procesu. Zwykle do takiego przełamania dochodzi poprzez wywieranie presji przez terapeutę na uświadomienie sobie i doświadczenie uczuć związanych z konkretną sytuacją, w której pacjent poczuł się skrzywdzony – w teraźniejszości lub przeszłości, czasem również wobec terapeuty. Oczywiście jest jeszcze szereg warunków koniecznych, aby można było rozpocząć taki proces, jak chociażby analiza poziomu lęku pacjenta i jego zdolności do jego regulowania czy zdolność do przedkładania jego zdrowej woli nad destrukcyjnymi mechanizmami obronnymi. Ale to już temat na zupełnie inny artykuł.
W tym artykule chciałabym się skoncentrować na czymś, co ostatnio dość często mam okazję obserwować w gabinecie. Mam na myśli drogę dochodzenia do wypartych uczuć, impulsów i pragnień poprzez doświadczane pozytywne uczucia wobec terapeuty.
Wyobraźmy sobie pacjenta, który przez większą część swojego życia czuł się ignorowany, lekceważony, restrykcyjnie hamowany w doświadczaniu swoich uczuć i impulsów. I nagle spotyka na swojej drodze Terapeutę, osobę, która traktuje go w zgoła odmienny sposób. Mało tego, wskazuje mu, niemal z uporem maniaka, na jego okrutne zachowania względem siebie, na to jak teraz on nieświadomie kontynuuje zachowania swoich opiekunów, jak zaniedbuje siebie, lekceważy, patrzy na siebie bardzo krytycznymi oczami. I swoimi interwencjami pokazuje mu, że to nie jest OK, że to jest coś, co go rani, niszczy, wpycha go w stan permanentnego cierpienia. Jakie więc uczucia i impulsy będą się pojawiać w tym pacjencie wobec tego terapeuty? Oczywiście, że obudzą się w nim potrzeby szeroko pojętej miłości, więzi. Oczywiście, że będzie czuł wdzięczność, radość, przyjemność z kontaktu. I oczywiście, że pojawi się w nim nieświadomy lęk przed tym i próby ucieczki przed doświadczaniem tych uczuć. Te reakcje obronne będą różne w zależności od tego, jak mocno zaburzony jest poziom jego funkcjonowania – od racjonalizowania, intelektualizowania czy odwracania uwagi po ciężkie projekcje czy seksualizowanie relacji. Tak więc droga do tych pozytywnych uczuć może być bardzo trudna. Jednak, gdy już pacjent zaakceptuje przyjemność jaką odczuwa w relacji z terapeutą, zaakceptuje ulgę i wdzięczność za to, że jest widziany i rozumiany takim jakim jest, w całości, wraz z tymi aspektami siebie, które budzą jego lęk, wtedy możliwe jest eksplorowanie tych uczuć na bardzo głębokim poziomie. Co to oznacza? Oznacza to świadomość trzech aspektów przeżycia emocjonalnego – fizjologicznej reakcji w ciele, poznawczego znaczenia oraz impulsu, czyli motywacji do działania. Zobaczmy możliwy przebieg sesji:
[Początek sesji, pacjentka siada i od razu widoczne są objawy lęku takie jak: napięcie w mięśniach prążkowanych, wstrzymany oddech, unika też kontaktu wzrokowego]
P: Oj, znowu zaczynam z lękiem. (głęboko wzdycha). Cięgle to samo, chociaż przecież o tym rozmawiałyśmy. Przecież wiem, że Pani mnie tu nie będzie oceniać (głębokie westchnięcie)
T: Czyli zauważa Pani, że kiedy zaczyna Pani spotkanie ze mną, doświadcza Pani objawów lęku. Jakie uczucia narastają w Pani pod tym lękiem?
P: (odpowiada niemal natychmiastowo) Nie wiem jakie uczucia, po prostu ten lęk, chyba znowu o to, że mam poczucie, że nie przygotowałam się do sesji i nie mam nic do zaprezentowania.
T: Więc znowu pojawia nam się to krytyczne spojrzenie na siebie jako na osobę, która nie ma nic do zaprezentowania, do dania i musi spodziewać się krytyki i odrzucenia z mojej strony.
P: No tak (westchnienie)
T: Tak. To mechanizm obronny przeciwko doświadczaniu uczuć, które napływają. Jeśli więc odsuniemy na bok te obawy i skoncentrujemy się na uczuciach, które są pod tym mechanizmem obronnym i pod lękiem to z jakimi uczuciami przyszła Pani na spotkanie ze mną?
P: (cisza, westchnienie) No nie wiem…No może to się wiąże z tym…No, czekałam na to spotkanie (westchnienie).
T: Jakie uczucia napływają w Pani na spotkanie ze mną?
P: Chyba muszę powiedzieć, że się cieszę…radość (westchnienie).
T: Co Panią cieszy w spotkaniu ze mną?
P: (westchnienie, czerwieni się na twarzy) Uświadomiłam sobie, że tu mogę być prawdziwa. Pani patrzy na mnie z uwagą, jakiej nikt mi nie daje i nigdy nie dawał (łzy w oczach). I nie ocenia mnie Pani.
T: Czy to jest przyjemne?
P: Tak (łzy w oczach narastają). Wzrusza mnie to.
T: Tak. Więc pozwolenie sobie na bycie tutaj prawdziwą i doświadczanie mnie jako osoby, która koncentruje się na Pani w sposób nieoceniający jest przyjemne, wzbudza uczucie radości. A jakie uczucia pojawiają się wtedy w moim kierunku?
P: W Pani kierunku? (westchnienie) No, to są jakieś ciepłe uczucia, ale nie wiem jak je nazwać.
T: Jak Pani doświadcza tych ciepłych uczuć w moją stronę fizycznie, w swoim ciele?
P: Zrobiło mi się tak ciepło tutaj (wskazuje na obszar w okolicy pępka). I tak się to rozchodzi po ciele.
T: I kiedy tak się to rozprzestrzenia w Pani to jaki pojawia się impuls, do czego Pani ciało się mobilizuje pod wpływem tych uczuć kierowanych w moją stronę?
P: (silne westchnienie) No nie wiem…To chyba jest taka ochota aby podejść do Pani i przytulić Panią. I powiedzieć „dziękuję”.
T: A więc to jest uczucie wdzięczności? Tak mogłybyśmy nazwać te ciepłe uczucia?
P: Tak. Jestem Pani wdzięczna (odwraca wzrok, napina się)
T: Czy zauważyła Pani, że w momencie kiedy nazywa Pani swoje uczucia do mnie i kieruje je Pani wprost do mnie to natychmiast wzrasta Pani lęk i odwraca Pani wzrok? To jest sposób, w jaki Pani nieświadomie i automatycznie próbuje przerwać ten emocjonalny kontakt ze sobą i ze mną tutaj. I czy widzi Pani, jak w ten sposób pozbawia się Pani tej przyjemności i radości, o której mówiła Pani wcześniej?
P: Tak, to prawda (westchnienie). Nie chcę tak robić, to głupie!
T: Więc jeśli powrócimy do koncentracji na Pani uczuciach, jak Pani doświadcza tej wdzięczności wobec mnie?
P: (westchnienie, łzy w oczach) Jestem Pani wdzięczna za to, że Pani jest tu ze mną. Że jest Pani na mnie uważna, interesuje się Pani mną (łzy płyną po policzkach). Pomaga mi Pani być sobą i przyjmuje taką, jaką jestem. Dziękuję Pani.
T: Jak Pani doświadcza tego uczucia w ciele, co Pani obserwuje w ciele teraz?
P: Taka fala ciepła idzie do góry i do oczu. Jestem wzruszona.
T: A impuls?
P: By Panią przytulić. A właściwie przytulić się do Pani, tak wtulić się w Panią.
T: To jak Pani to robi, jeśli stworzy Pani mentalny obraz tego? Czy może Pani to zobaczyć w swoim umyśle?
P: (westchnienie) Tak, widzę to. Podchodzę, wtulam się.
T: A jak ja reaguję?
P: Obejmuje mnie Pani, przytula (głębokie westchnienie, łzy w oczach, łzy na policzkach)
T: I co Pani teraz czuje?
P: Jeszcze większą wdzięczność. (westchnienie) Może to dziwnie zabrzmi, ale mam ochotę użyć słowa miłość.
T: Więc jeśli Pani pozwala sobie użyć tego słowa odnośnie swoich uczuć do mnie?
P: Więc stoimy tak przytulone do siebie i ja mówię: „Kocham Panią, jest Pani dla mnie bardzo ważna. Potrzebuję Pani” (zaczyna płakać)
T: (po chwili) Wygląda na to, że jakieś kolejne uczucia pojawiły się w Pani, czy tak?
P: Pomyślałam sobie o tym, jak to było z moją matką. Jak bardzo chciałabym móc doświadczyć z nią czegoś takiego (kolejna fala płaczu).
W tym momencie otwiera się droga do emocjonalnego przepracowania zranień z przeszłości, wypartych uczuć i impulsów w relacji z matką. Po fali smutku wynikającego z bólu emocjonalnego prawdopodobnie pojawi się złość czy wściekłość wraz z impulsem a potem dalsze wyparte uczucia pacjentki wobec matki. Przeżycie opisanego wyżej doświadczenia emocjonalnego w relacji z terapeutą jest też skuteczną bronią w walce z projekcjami pacjenta wobec terapeuty, wzmacnia sojusz terapeutyczny.
Jednym z trudniejszych do przezwyciężenia mechanizmów obronnych przeciwko bliskości emocjonalnej z terapeutą może być seksualizowanie. Jako obrona pojawia się aby nie dopuścić do doświadczania pozytywnych uczuć związanych z więzią. Na skutek zranionej miłości w przeszłości pacjent nieświadomie i automatycznie obawia się doświadczyć tych uczuć w teraźniejszości. Gdy zaczyna emocjonalnie zbliżać się do terapeuty z powodu tego, kim on dla niego jest, natychmiast próbuje niszczyć tę relację sprowadzając ją na inny poziom, zmieniając jej znaczenie. Zaczyna uwodzić terapeutę. Próbuje przenosić relację poza gabinet. Pomocne jest precyzyjne badanie tego, co wydarzyło się w relacji terapeutycznej tuż przed pojawieniem się obrony seksualizowania. Co było bodźcem? Czy był to jakiś wspierający, miły moment dla pacjenta, gdzie mógł doświadczyć wdzięczności? A może to obrona przeciwko doświadczaniu złości na terapeutę? Poniżej możliwy fragment sesji, obrazujący moment emocjonalnego wglądu pacjenta w doświadczanie uczuć związanych z więzią, będących w konflikcie z mechanizmem seksualizacji:
[Środkowa część sesji, pacjent, wielokrotnie stosujący mechanizm seksualizowania, zachęcany do eksplorowania uczucia wdzięczności wobec terapeuty za poprzednią sesję, wchodzimy w momencie wizualizowania impulsu]
P: (westchnięcie) Tak, jestem wdzięczny Pani, że mi Pani pomaga.
T: Jak Pan doświadcza Tego uczucia w ciele w tym momencie?
P: (westchnienie) Taka fala lekkości i ciepła. Ale też zaczynam czuć lęk w nogach.
T: Więc zauważa Pan, że kiedy koncentruje się Pan na swoim uczuciu wdzięczności do mnie natychmiast Pana lęk nasila się.
P: Tak (westchnienie).
T: Kiedy zostaniemy przy tym skoncentrowaniu na Pana uczuciu wdzięczności do mnie…
P: No tak, jestem Pani wdzięczny, że Pani jest, za to, jak mi Pani pomaga.
T: Jak Pan to odczuwa w ciele? Czy czuje Pan nadal tę falę lekkości i ciepła?
P: Tak.
T: A jaki pojawia się impuls, do czego Pana ciało jest mobilizowane przez to uczucie wdzięczności do mnie?
P: (cisza, odwraca wzrok, uśmiech)
T: Czy zauważył Pan jak w tym momencie odwrócił Pan wzrok robiąc krok w kierunku dystansowania się od kontaktu emocjonalnego ze mną? Potem pojawił się uśmiech na twarzy.
P: Bo przyszły mi do głowy dwa obrazy. Jeden – że podchodzę do Pani i przytulam Panią. Drugi – że to ja się wtulam w Panią.
T: Który wzbudza silniejsze uczucia?
P: (westchnienie) Chyba ten, kiedy to ja się wtulam w Panią (westchnienie). To trochę tak, jak syn do matki (uśmiech). Ale to właściwie jest trochę prawda – Pani mi pomaga, Pani się mną niejako opiekuje. A ja tego bardzo potrzebuję (głębokie westchnienie).
T: Więc wtula się Pan we mnie i jakie uczucia się pojawiają?
P: (westchnienie, łzy w oczach) To jest bardzo przyjemne. Czuję się bezpiecznie.
T: Tak, być blisko ważnej dla siebie osoby i czuć się bezpiecznie…
P: Tak (uśmiech)
T: A ten pierwszy obraz, który się pojawił?
P: Kiedy to ja Panią przytulam? (westchnienie, cisza) Mam wrażenie, że to jest taki obraz, w którym nieuchronnie dochodzi do tego, że zaczynam Panią pieścić. Tak jakbym musiał się jakoś zrewanżować. No tak, to chore.
T: Tak. Kiedy idzie Pan w tę stronę nieuchronnie traci Pan to, czego doświadczył przed chwilą – wdzięczność połączona z poczuciem bezpieczeństwa w kontakcie emocjonalnym z ważną dla siebie osobą. Widzi Pan to?
P: Tak. (cisza, westchnienie, łzy w oczach). Pomyślałem sobie o tym wtuleniu się i o mojej matce (…)
Ponownie otwiera nam się tutaj droga do przepracowywania zranień z pierwotnymi obiektami przywiązania. Jednym z głównych celów psychoterapii ISTDP jest pomóc pacjentowi w odzyskaniu wrodzonej zdolności do świadomego doświadczania pełni swoich uczuć tak, aby mógł przy ich pomocy tworzyć satysfakcjonujące relacje. Tak więc pełne eksplorowanie z pacjentem jego pozytywnych uczuć wobec terapeuty może stanowić dobry punkt wyjścia do tego, aby uzyskał on emocjonalny wgląd w przyczyny swoich trudności w doświadczaniu zdrowych więzi w swoim życiu. Podstawą zdrowych więzi jest otwartość na doświadczanie przepływu szeroko pojętej miłości, w różnych jej formach, od osoby do osoby. To stan, gdy możliwe jest bycie ze sobą emocjonalnie blisko, doświadczanie radości i przyjemności w kontakcie ze sobą, zabieganie o utrzymywanie tego stanu. To świadome korzystanie z wewnętrznych sygnałów informacyjnych i mobilizacyjnych jakimi są nasze emocje, po to by tworzyć zdrowe więzi. Otwieranie się na świadome przeżywanie pozytywnych uczuć związanych z doświadczaniem więzi z innymi, w tym z terapeutą, to ważny krok w kierunku budowania stabilnej struktury psychicznej, bazy do zmagania się z „demonami przeszłości”, które w towarzystwie kochającego i kochanego Terapeuty nie wydają się już tak obezwładniające. To trudna droga, wymagająca odwagi od pacjenta, ale także i od terapeuty, ale warto ją podejmować.
Renata Gehrke
Artykuł został napisany w 2019 roku, w związku z psychoterapeutyczną konferencją szkoleniową „Pozytywne uczucia w procesie terapeutycznym” Opublikowany został przez Psychologię w praktyce 11 lipca 2019r.